|
Strona 9 z 16
PISMO - ZJAWISKO WIZUALNE /komentarz/
W przedszkolach przeprowadza się na ogół w grupach dzieci pięcioletnich - przed zaprezentowaniem im liter - ćwiczenia tak zwanego słuchu fonematycznego, czyli umiejętności wyodrębniania w słowie kolejnych głosek. Do tych ćwiczeń przywiązuje się ogromną wagę, stanowią one nader istotny element programu początkowego nauczania. Nauczycielki starają się, by dziecko wyróżniało ze słuchu kolejne głoski omawianego słowa, uważając to za niezbędny wstęp do poznania liter. Na pytanie, które bardzo często się powtarza: - Kiedy należy przeprowadzać takie ćwiczenia? - odpowiadam zawsze: - Takich ćwiczeń nie należy robić w ogóle, nigdy! Uważam je za jedno z głównych źródeł niepowodzeń szkolnych najmłodszych uczniów. Tę moja opinię potwierdza wielu nauczycieli. Przede wszystkim zwróćmy uwagę na to, że niemożliwe jest wybrzmienie w postaci „czystej" jakiejkolwiek spółgłoski; przyplątuje się samogłoska "y", której w słowie mówionym i słyszanym nie ma. Gdy więc nauczyciel mówi dziecku, że na początku słowa woda jest „wy", dziecko otrzymuje komunikat niezgodny z tym, co słyszy. Takie ćwiczenia mogą zachwiać wiarę dziecka w świadectwo własnych zmysłów. Ponadto szarpanie słów na kawałki zabija ich sens i piękno - podczas takich zajęć właściwie przedrzeźnia się polską mowę. Ale, co najważniejsze, ćwiczenia „słuchu fonematycznego" są całkowicie zbyteczne. Pismo, zjawisko wizualne, poznaje się "z widzenia", nie zaś "ze słuchu". Umiejętność wyróżniania głosek w jakimś słowie to wynik - nie warunek - opanowania sztuki czytania. Najlepszym ćwiczeniem słuchu fonematycznego jest sam akt inicjacji. Gdy, na przykład, Robert dostaje na oddzielnych karteczkach sześć liter, pojmuje, że jego imię składa się z sześciu elementów i bez trudu zaczyna je odróżniać również słuchem. Każde przeciętnie inteligentne dziecko uświadomi sobie szybko, które głoski odpowiadają którym literom. Dowodzą tego wieloletnie doświadczenia nauczycielek z warszawskich przedszkoli 407 i 370, gdzie zrezygnowano ze słuchowej analizy oderwanej od analizy zapisu - a jednak wychowankowie tych przedszkoli, idąc do pierwszej klasy, umieli rozumnie czytać i, co może się wydać zaskakujące, wykazywali się odpowiednio rozwiniętym słuchem fonematycznym.
Sądzę także, że w wielu wypadkach symptomy dysleksji mogą być efektem błędów edukacyjnych, wyboru "słuchowej" metody uczenia. Intensywne zajęcia słuchowe - skoncentrowane na głoskach wyrwanych z „kontekstu" słowa - odwracają uwagę, zarówno dziecka, jak i nauczyciela, od tego, co się widzi, czyli od napisanego słowa i litery. Po dwóch latach, gdy przechodzi się do komplikacji pisowni, wiele dzieci płaci za tę metodę kształcenia błędami ortograficznymi - które przecież powstają właśnie wtedy gdy konwencja ortograficzna nie liczy się z fonetyką. Być może to szczęśliwy traf, ale w wymienionych wcześniej przedszkolach przypadki dysleksji są nader rzadkie. Oczywiście, aby te kwestie precyzyjnie rozstrzygnąć, trzeba by przeprowadzić wiarygodne badania porównawcze dotyczące dzieci uczonych metodą "wizualną" i tych, które poddawane były intensywnemu treningowi fonematycznego słuchu.
|