|
Strona 16 z 16
CZYTANIE-PISANIE komentarz. Mówi się zazwyczaj: nauka czytania i pisania. Panuje przekonanie, że obie te umiejętności zdobywa się równocześnie i podczas tego samego procesu poznawania. Dlatego (już o tym wspominałam) uważa się, że do wejścia w świat pisma dziecko dojrzewa dopiero około szóstego roku życia, a więc wtedy, kiedy może już w miarę sprawnie rysować litery. Obserwacje dowodzą, że w przedszkolach i szkołach nauczyciele koncentrują się przede wszystkim na wprawianiu dzieci w sztuce pisania. Czyli, mówiąc wprost, przedkładają ćwiczenie sprawności manualnej dziecka nad ćwiczenie jego sprawności intelektualnej. Sądzę, że to błąd poważny i znamienny, wynikający ze swoistej filozofii, z której płynie nakaz ciągłego skupiania się na brakach i słabościach dziecka, nie zaś na mocnych stronach małego ucznia. Umysł dziecka jest lotny, wzrok precyzyjny, ale ręka jeszcze nieporadna. Czytanie i pisanie dostarczają dziecku odmiennych doznań. Czytanie jest przygodą intelektualną, wyjściem naprzeciw niespodziance, tajemnicy ukrytej za literowym szyfrem. Jest działaniem gorącym, uruchamiającym mechanizm, który się sam napędza. Wiele razy obserwowałam, jak dzieci w trakcie gry w „Nazywanie świata", podekscytowane tym, że zrozumiały pierwsze napisane słowo, przybiegały z niecierpliwą prośbą o kolejne kartki. Jeśli dziecko przeżyje taką przyjemność, będzie jej potem szukać w książkach. Zrozumienie treści to punkt kulminacyjny. Wyraz kot został odczytany, uczeń rozumie to słowo i nawet największy mistrz w sztuce czytania nie znajdzie w nim niczego więcej niż trzyletnie dziecko. Stan zrozumienia jest osiągnięciem doskonałości, czytanie to wspaniałe ćwiczenie niezależności umysłu - w każdym wieku. Z pisaniem jest inaczej. Tu dochodzi się do perfekcji kosztem trudu, mitręgi, po dłuższym czasie. Jakże często dzieci słyszą: - Gdybyś się postarał, napisałbyś to ładniej, porządniej. - Pisanie wymaga innej postawy psychicznej, wytwarza też inny nastrój wewnętrzny. Proponuję zatem, by rozerwać tę pozorną spójnię „czytania i pisania"; musimy przyjąć do wiadomości, że są to umiejętności odrębne, które w odrębnym czasie i za pomocą innych ćwiczeń powinny być wdrażane. Do pierwszych prób czytania, rozpoznawania pojedynczych słów, z całą pewnością gotowe są już trzyletnie dzieci. Oczywiście, mogą też - nawet powinny - ćwiczyć sprawność rąk, ale trzeba pamiętać, że umiejętność wyrysowania litery nie ma nic wspólnego z umiejętnością posługiwania się językiem pisanym, która polega na świadomym odbieraniu i wyrażaniu treści. Kiedy i jak ćwiczyć pisanie? O tym zdecydują same dzieci - w pewnej chwili dojdzie do tego, że zapragną podpisać jakąś swoją pracę, zwłaszcza rysunek. Później uczniowie zaczną próbować pisania nazw otaczających je przedmiotów.
UWAGI KOŃCOWE
Najpewniej czytelnicy będą konfrontować moje propozycje z technikami powszechnie stosowanymi w przedszkolach i szkołach. A rozbieżności pomiędzy opisaną w tej rozprawce metodą i codzienną praktyką są zasadnicze. Zacząć trzeba od tego, że wszystkie moje propozycje i pomysły opierają się na podstawowym - jak się często okazuje, nie tak oczywistym dla wszystkich - założeniu: dziecko jest istotą rozumną, obdarzoną umiejętnością logicznego myślenia, zdolną do obserwacji i dokonywania porównań, do indukcji i dedukcji, do budowania (niekoniecznie werbalnie) hipotez i weryfikowania ich. Każde dziecko na co dzień czyni użytek z tych sprawności. Od urodzenia próbuje rozpoznać świat, w którym się znalazło; musi zacząć odróżniać osoby, przedmioty, by dostać to, czego pragnie i uniknąć katastrofy. Ten otaczający noworodka świat jest skomplikowany - i nikt go nie upraszcza ani nie zubaża dla ułatwienia pierwszych prób poznania. Przecież nikomu nie przychodzi na myśl, żeby przed narodzinami dziecka wynieść meble z przeznaczonego dlań pokoju, nie wpuszczać do niego członków rodziny i stopniowo dopiero, kolejno, przedstawiać dziecku ludzi i przedmioty. A czymże, wobec złożoności życia, są komplikacje ortografii? Jeśli zatem zakładamy, że dziecko jest istotą rozumną i spontanicznie uczy się wszystkiego, co je otacza, to pojmujemy, że wrota do świata pisma, dzięki odpowiedniemu postępowaniu, od początku uchylają się przed nim zachęcająco. Jak już wspominałam zadekretowano, że nauka pisania to coś niezwykle trudnego; została ona w sposób absurdalny „umetodyczniona". Polega to na wprowadzeniu sztucznego porządku, porządku chronologicznego, w proces poznawania. Na natrętnym utrwalaniu cząstkowych wiadomości. Na nienaturalnej fragmentaryzacji słów. W efekcie wszystkie informacje, dotyczące reguł pisowni, umykają spod kontroli dziecięcego umysłu.
Właściwie możnaby mówić o spisku pedagogów przeciw małemu dziecku. Jaki los czekałby ludzkość, gdyby od metodyków zależała także nauka mowy? Pewnie opracowaliby system, wedle którego dziecko polskie przed ukończeniem, na przykład, czwartego roku życia nie powinno wymawiać żadnych słów syczących i szeleszczących. W jakim wieku miałoby prawo powiedzieć „mamusiu"? Moje propozycje zmierzają do stworzenia takiego systemu, dzięki któremu dziecko, wprowadzane w świat pisma, samodzielnie buduje hipotezy dotyczące reguł języka pisanego i samodzielnie je weryfikuje. Wszystkie proponowane tu ćwiczenia mają przygotowywać podopiecznego do z r o z u m i e n i a tekstu. Inicjacja uświadamia, że słowo napisane to zaszyfrowane słowo mówione, a czytanie to odkrywanie zaszyfrowanego znaczenia. Obrzęd "inicjacji", „alfabet i wizytówki na ścianie", „nazywanie świata" i „gry czytelnicze" są etapami procesu poznawania. Podczas każdego z nich związek dziecka ze słowem pisanym jest osobowy, ponieważ zawsze odczytuje ono tekst, by tak powiedzieć, własny, inny niż teksty jego kolegów.
Podczas, gdy w przedszkolach i szkołach na ogół stosuje się zasadę stopniowego zaznajamiania dzieci z literami, idea systemu wizualnego „ściany pełnej liter" opiera się na r ó w n o c z e s n o ś c i (synchroniczności). Wszystkie elementy, konieczne do odkrycia alfabetycznego charakteru pisma i do opanowania sztuki czytania, dziecko stale i równocześnie ma przed oczami. Dzięki temu odkrywa związki pomiędzy zapisem, brzmieniem i znaczeniem słów. „Ściana pełna liter" pozwala przekazywać reguły pisma poprzez ćwiczenie spostrzegawczości wzroku. Ćwiczenia przeprowadzane w czasie „nazywania świata" i „czytelniczych gier" pozwalają na realizację zasady autokontroli. Chodzi o to, by dorosły nie śledził natrętnie postępów dziecka. Uczeń na własną rękę, czasem z pomocą kolegów, osiąga sukcesy - albo popełnia błędy i dąży do naprawienia pomyłek. Umysł każdego człowieka jest autonomiczny. Procesy intelektualne podlegają swoistym prawom, niezależnym w dużym stopniu od woli samego podmiotu, a tym bardziej od woli nauczyciela. Czas potrzebny do przyswojenia sobie wiedzy jest czasem subiektywnym. Nie powinien on być w przypadku dziecka w wieku przedszkolnym ani mierzony, ani poddawany ocenie. Wystarczy, że nauczyciel nakieruje uwagę ucznia, skłoni go do obserwacji i dokonywania porównań. „Ściana pełna liter" jest niczym szwedzki stół, zawsze nakryty - a uczeń, jak biesiadnik, bierze sobie z tego stołu, co chce i ile może. Trzeba tylko poczekać, aż proces myślowy zostanie zakończony - i okaże się, że dziecko umie czytać.
Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie masz konta, załóż je sobie. Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze. Powered by AkoComment 2.0 PL++ Polska adaptacja - © Copyright 2005 by APW Zwiastun - Joomla Demo PL
<< Start < Poprzednia 11 12 13 14 15 16 Następna > Ostatnia >> |